I po zawodach

  Mazovia Cup 2019 już za nami; dziękujemy wszystkim uczestnikom za przybycie i walkę na trasach. Bywała niezwykle zacięta - czego dowodem są wyniki, dostępne w stosownej zakładce. W wielu kategoriach o kolejności decydowały sekundy; zarówno na średnim dystansie (co, poniekąd, było zrozumiałe) jak i na klasyku (to już ciekawostka, ale fajna!).

  Trochę dzisiaj było pod górkę na sztafetach; PK 41 nie miał szczęścia do poprawnego funkcjonowania. Po pierwsze - pomysłowy lokales odciął go w trakcie rywalizacji od miejsca, gdzie był przymocowany i utknął kilkadziesiąt metrów dalej (ale już za zakrętem uliczki, czyli zupełnie gdzie indziej). W rezultacie - pierwsze zmiany oglądały ten PK na swoim miejscu, drugie - nie musiały go oglądać wcale. Druga sprawa - to cudowne udrożnienie ogrodzenia. Budowniczy tras (i autor mapy) mieli okazję podziwiać ogrodzenie,które było - regularnie - zamknięte. Ale, w dniu zawodów - już było otwarte (furteczka).Z czego skorzystała część zawodników, jadących na PK 41... Wyjścia były trzy:

  • 1) udawać, że łamanie przepisów (na mapie - płot nie do przejścia oraz teren prywatny) jest OK i nie zwracać na to uwagi 
  • 2) na podstawie międzyczasów ustalić, kto skorzystał na skrócie (różnica kilkuminutowa, więc - teoretycznie - do wychwycenia) - i walić dyskwalifikacje (co zredukowałoby liczbę sztafet klasyfikowanych o kilkadziesiąt procent - a i tak nie byłoby pewności, czy aby wszyscy oberwali za słuszne sprawki, czy może ktoś za niewinność) 
  • 3) wyrzucić przelot na PK 41 z międzyczasów i w ten sposób zmodyfikować pierwotne wyniki.

Sędzia Główny zdecydował się na rozwiązanie trzecie - moim zdaniem, najlepsze z możliwych. Wiadomo, że i ta opcja nie jest bez wad (sztafety to bezpośrednia rywalizacja, więc jeśli ktoś nie ma rywala na plecach na ostatniej prostej, może trochę zwolnić. A po modyfikacji wyników okazuje się, że zabrakło kilku sekund...). Rzecz w tym, że pozostałe opcje były znacznie gorsze. Ale cała ta sprawa kosztowała sporo czasu i nerwów zawodników (oraz organizatorów). Przepraszamy, mając nadzieję, że ciekawe trasy i szybki oraz czujny teren wynagrodziły uczestnikom te niedogodności.

 To teraz o czymś przyjemniejszym; są fotografie! Na razie kilka (z niedzieli) - ale Piotrek Siliniewicz nieustająco odgraża się, że jak opublikuje całość, to - ho, ho! Znam czowieka, więc wierzę na słowo. Na razie zatem - część czegoś większego...